Opowiadania autora

Ten kawałek odu.pl poświecę mojej twórczości literackiej. Mam nadzieję że moja twórczość was zaciekawi.

  1. Kosmiczna zbrodnia

Był piątek rok 2077, siedziałem w knajpie sącząc powoli kosmiczny nektar. Planeta na której się znajdowałem nazywała się Cyberpunk, zamieszkiwali ją robo-ludzie w tym ja, mieli implanty wzroku i słuchu. Sam posiadałem implant klonowania, który co 2 dni zapisywał moje ciało i wysyłał ten plik do bazy. Jak umrę baza mnie odtworzy. W pewnej chwili do Baru weszło dwóch gości w czarnych strojach, porozglądali się i wyszli.

Po 3 minutach pod lokal podleciał czarny latacz bez chipów rejestracyjnych. Z pojazdu wyszła grupa zamaskowanych robo ludzi z karabinami, w mgnieniu oka wparowali do knajpy, każąc położyć się wszystkim na ziemię.

  • Wszyscy gleba, ale już – krzyknął jeden z nich,
  • Ty pójdziesz z nami – powiedział drugi patrząc w moim kierunku,
  • Co ja takiego zro… – chciałem dokończyć lecz, zastrzelili barmana
  • Odezwiesz się jeszcze raz, a zginie kolejna osoba, a teraz chodź z nami. – powiedział robo człowiek chwytając mnie za kołnierz i ciągnąc do latacza.

W środku latacz wyglądał jak istna limuzyna, wszystko było obszyte białą skórą był tam nawet hologram, który wyświetlał obrazy z kamer na zewnątrz pojazdu. Siedziałem na fotelu dookoła mnie były Smarty, a przede mną elegancko ubrany człowiek, który rozkazał kierowcy jechać. Ten nagle odpalił silniki i odleciał w głębie kosmosu. 

  • Poszło jak z płatka – powiedział szczęśliwie elegancki facet. – Czy ty wogóle wiesz po co tu jesteś? 
  • Nie – odpowiedziałem cicho bojąc się rozstrzelania.
  • Mój drogi Tomaszu, znalazłeś się tutaj ponieważ potrzebuje od ciebie mikroskopijnej bomby. – opowiedział, 
  • Skąd znasz moje imię? – zapytałem będąc tym faktem dość zdziwiony,
  • Nie wchodźmy w szczegóły, potrzebuje abyś stworzył mi bombę którą będzie można wstrzyknąć do ciała jak szczepionkę i zdetonować ją z każdego miejsca w galaktyce. – powiedział pewnie facet,
  • No dobrze zrobię taką bombę, ale prosze nie zabijaj mnie. – poprosiłem 
  • O swoje zdrowie nie musisz się martwić jak dolecimy na miejsce to dostaniesz mały apartament i własne laboratorium. – odpowiedział z troską w głosie.

W tym facecie jest coś znajomego pomyślałem. Po chwili zastanowienia zrozumiałem że to admirał Makłowicz, czyli postrach wszystkich kosmitów. 

Makłowicz dążył do opanowania całej galaktyki, aby to zrobić potrzebował usunąć osoby które mogłyby mu przeszkodzić w jego planie. Gdy dolecieliśmy Smarty zaprowadziły mnie do mojej kwatery. Ogółem rzecz biorąc Smarty, które ja żartobliwie nazywałem Czarnymi, były wielkości dorosłego człowieka na sobie miały czarne stroje które zasłaniały każdą część ich ciała. Pokój który dostałem był podobnie luksusowy jak latacz, posiadał maszynę do kosmicznego jedzenia, a nawet próżniową bieżnię. Chwilę po tym jak skończyłem się rozglądać do kwatery zapukał Admirał. Byłem tym faktem dość zaskoczony lecz poprosiłem Siri aby mu otworzyła. Siri była moją prywatną wirtualną asystentką wystarczyło powiedzieć “Hey Siri, open the door” a drzwi się otwierały.

Gdy Makłowicz wszedł do pokoju udawałem że ciężko pracuje nad bombą, naszczęście w to uwierzył.

  • O widzę że już wziąłeś się za robotę – powiedział z entuzjazmem.
  • Tak już kończę – odpowiedziałem, wiedząc że zrobienie takiej bomby zajmie Mi nie więcej niż 2 pulsy.
  • To ja ci nie przeszkadzam – odpowiedział wychodząc, lecz wrócił szybko i dodał. – Pamiętaj że za 0,5 pulsa jest kosmiczne sushi z prochem księżycowym. 

Nic nie odpowiedziałem, bo byłem zbyt zdziwiony tym że traktuje mnie jak członka rodziny. Po upłynięciu 0,5 pulsa ubrałem się w strój Smarta jaki otrzymałem, i wyruszyłem w stronę sali konferencyjnej gdzie miała być kolacja. Gdy dotarłem na miejsce ujrzałem masę niesamowitych przedmiotów w tym roboty które podawały jedzenie, latające głośniki grające Marylę Rodowicz a nawet stół który dopasowywał swoją wysokość do osób przy nim siedzących.

Po pysznej kolacji wróciłem szybko do swej kwatery skończyć bombę. Nie minął 1 puls a bomba była już gotowa. Poprosiłem Siri aby zawołała Admirała, który był zachwycony moim wynalazkiem.

  • Już skończyłeś!? – spytał z niedowierzaniem Makłowicz.
  • Tak, wszystko gotowe tu ma Pan tablet z którego można odpalić poszczególne bomby. – odparłem z dumą.
  • To super trzeba teraz wstrzyknąć to wszystkim z obcych planet, a wtedy przejmę kontrolę nad całym światem. – powiedział ucieszony.

Zaraz dach mojej kwatery się rozsunął i wleciał przez niego śmigłowiec, zabrał wszystkie mikro-bomby które były na stole i odleciał wraz z admirałem. Byłem na tyle chytry że zostawiłem sobie jedną bombę, którą w tablecie nazwałem “Admirał planety Cyberpunk”. Lecz moim planem było podać tę bombę Admirałowi Makłowiczowi. Udało mi się to bez większych problemów ponieważ zmienilem trochę formę tej bomby i zamknąłem ją w bułce Makłowicza. 

Gdy wrócił z zaszczepiania bomb na innych planetach, usiadł w swym fotelu i zjadł bułkę. Chwilę potem odpalił testową bombę która była w makiecie psa. Makieta rozsadziła się 3 sekundy po odpaleniu bomby. Admirał był zachwycony skutecznością mego wynalazku, z wielką radością odpalił wszystkie bomby po czym zmarł z wszystkimi jego robo-ludźmi, którzy byli sterowani przez jego mózg.

Ten dzień nauczył mnie że zawsze trzeba być czujnym oraz aby nigdy się nie wychylać przed szereg. Ponieważ zawsze znajdzie się ktoś kto nie będzie zgadzał się z twoim zdaniem i zawsze może dopuścić się zbrodni.

2. Mały książę na nowej planecie.

Był piękny, lecz pochmurny dzień. Mały książę postanowił sobie że odwiedzi nowo powstałą planetę, kilka gwiazd od jego planety. Podlał więc swą różę i wyruszył w podróż. Po kilku godzinach dotarł na miejsce, planeta była mała, lecz bardzo kolorowa. Czuł się tam, jak małe dziecko wśród masy cukierków.

  • Kim jesteś? – zapytał mały książę gdy zobaczył przed sobą tajemniczą istotę.
  • Jestem królem tej planety – odpowiedziała istota.
  • A jak nazywa się ta planeta? – zapytał książę.
  • QWE856 – odpowiedział z dumą król.
  • Chodź, pokaże ci moich ludzkich niewolników, ale spokojnie ty żadnym się nie staniesz – dodał po chwili zastanowienia król.
  • A są tu jacyś mieszkańcy? – spytał nieśmiało chłopiec.
  • Oprócz mnie nie ma tu zwykłych mieszkańców, tylko niewolnicy – odpowiedział król

Chłopiec podążył za królem, czuł się nie pewnie był wystraszony, dało się to odczytać po jego twarzy. Kiedy dotarli był zszokowany, nie zobaczył tego czego się spodziewał, czyli merlowych kart i ludzi próbujących się wydostać. Zobaczył za to ludzi pracujących w domu, normalnym domu bez żadnych krat czy kamer. Zrozumiał wtedy jacy ludzie są dziwni, mimo że mogą wyjść na dwór bawić się marzyć, biegać, to oni zmuszają siebie nawzajem do pracy.

  • A oto moi niewolnicy – powiedział król.
  • To są twoi niewolnicy? – zapytał chłopiec.
  • Tak, wybrałem akurat ludzi bo wystarczy dać im telefon i prace a wtedy sami stanął się niewolnikami internetu i pracy. – odpowiedział spokojnym głosem król.
  • Masz racje – odpowiedział zamyślony książę.
  • Przykro mi ale muszę wracać na swoją planetę róża pewnie już na mnie czeka – dodał chłopiec.
  • To do kiedyś – odpowiedział król.

Mały książę nawet nie odpowiedział, pobiegł co sił w nogach do przystanku i odleciał na swą planetę.

Ten dzień nauczył mnie że ludzie tak naprawdę robię z samych siebie niewolników internetu. Przez to też zapominają o rzeczywistym świecie który jest przecież taki piękny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.